Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dietetyczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dietetyczne. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 sierpnia 2016

Wyzwanie cellreset i kurczak z trawą cytrynową/ Cellreset challenge and lemongrass chicken

16 dni temu podjęłam wyzwanie cellreset. 16 dni temu byłam cięższa o 5,5 kg. Szersza w biodrach o 10 cm, w talii o 6 cm, w udzie 2cm, zaś w biuście 4 cm. Po tych 16 dniach mogę powiedzieć jedno: mam więcej energii, budzę się przed budzikiem i znowu chce mi się eksperymentować w kuchni.
Eksperymentuję prawie codziennie, lecz nie zawsze zdążę wstawić zdjęcia.
Dzisiejszy eksperyment to kotlety z kurczaka z trawą cytrynową.


Kurczak z trawą cytrynową


- 600g piersi z kurczaka
- 3 łodygi trawy cytrynowej
- garść świeżej mięty
- 2 ząbki czosnku
- 1 łyżeczka chilli w proszku
- 2 łyżeczki papryki w proszku
- szczypta pieprzu

Cycki kurczęcia zmielić. Jedną łodyżkę trawy cytrynowej posiekać drobno razem z miętą i czosnkiem. Wszystko wymieszać razem ze zmielonym mięsem. 2 łodygi trawy przeciąć na pół i każdą z nich oblepić dokoła mięsem. Piec w piekarniku nagrzanym do 180 stC przez 15 minut.

Smacznego

Węgle: 3g
ŁG: 0,1

16 days ago I've accepted cellreset challenge. 16 days ago I was 5,5kg heavier. After 16 days I can say only this: I have much more energy, I wake up before the alarm set on my phone and really feel like experimenting in the kichen again. 
Today's experiment:

Chicken with lemongrass

- 600g chichen breast
- 3 lemongrass stalks
- handfull of fresh minyt
-  2 garlick clovers
- 1 teaspoon of powdered chilli
- 2 teaspoons of powdered paprika
- pinch of pepper 

Mince the chicken breasts. One stalk of lemongrass chop with mint and garlic. Mix it with other ingredients. Rest of lemongrass stalks cut in half and cover it with meat. Bake it in 180 C for 15 minutes

Enjoy

Carbs: 3g
GL: 0,1

środa, 8 października 2014

Lekkie curry z kurczakiem / Light chicken curry (Low GI)



Ostatnio pogoda wariuje. Dzięki temu, mam wrażenie, że przechodzę menopauzę. Rano jest mi zimno, po południu pocę się jak świnia, a wieczorem zamarzam. No niech mi ktoś powie, że to nie wygląda jak objawy menopauzy.
W sumie dzięki temu sięgnęłam po inspirację z kuchni indyjskiej. Smaki: słodki i ostry, teoretycznie na dwóch biegunach, a współgrający ze sobą, jak orkiestra symfoniczna.

Lekie curry z kurczakiem (4 porcje)

- 2 piersi z kurczaka
- puszka drobnego groszku
- pół brokuła
- 2 pomidory
- 2 papryczki chilli
- 2 dymki
- pół ananasa
- łyżka kozieradki (ziarna)
- łyżka gorczycy (ziarna)
- łyżka kolendry (ziarna)
- łyżka curry w proszku
- sól, pieprz 


Na suchej patelni prażymy przyprawy w ziarnach. Gdy zaczną intensywnie pachnieć, przesypujemy do moździerza i ucieramy razem z solą, pieprzem i curry. Na tę samą patelnię wlewamy około łyżki oleju. Kurczaka kroimy w kostkę i obsmażamy ze wszystkich stron. Dymkę siekamy, brokuła kroimy w kawałki podobnej wielkości co kurczak i dorzucamy na patelnię. Pomidory kroimy w kostkę i dorzucamy do reszty razem z pokrojonym ananasem i odsączonym groszkiem. Dodajemy pokrojone drobno chilli razem z nasionami. Przykrywamy i dusimy około 10 minut.




Węgle - 7g
ŁG - 3,7




Weather went crazy. Thanks to that, I'm feeling like going through menopause. In the morning, I'm cold, in the afternoon I'm sweating like a pig and in the evening I'm freezing. So don't tell me, it doesn't look like menopause symptoms.
That's why Indian cuisine came into my mind. Sweet and hot flavours, theoretically on opposite poles, but they harmonize as symphonic orchestra.

Light chicken curry (4 servings)

- 2 chicken breasts
- 1 tin can of pea
- 1/2 of broccoli
- 1/2 of pineapple
- 2 tomatoes
- 2 spring onions
- 2 chillies
- 1tbsp of fenugreek seeds
- 1 tbsp of mustard seeds
- 1 tbsp of coriander seeds
- 1 tbsp of curry
- salt, pepper





Roast the seeds on a dry pan. When they start to smell intensively, put it into the mortar and pestle. Smash it with salt, pepper and curry. Cut the chicken into the cubes and fry it on the 1 tbsp of oil, on the same pan, you've already used. Put the chopped broccoli, tomatoes, pineapple and spring onions to the chicken as well as drained pea. Add chopped chilli. It has to be with seeds. Cover it up and stew it for about 10 minutes. Now you can serve it.


Carbs - 7g
GL - 3,7
 

czwartek, 11 września 2014

Pstrąg w sezamie z sałatką z ogórków / Salmon trout in sesame with cucamber salad



Zawsze trzymam rybę w zamrażalniku, choć przyznam się, że nie do końca wiem czemu, skoro dzień po wrzuceniu jej do lodu i tak ją rozmrażam. Chyba to znak, że dobrze byłoby wybrać się nad morze i posmakować trochę jodu.
Dzisiejszy przepis jest banalnie wręcz prosty i niewymagający zbytniego zachodu. Lista składników jest zredukowana do absolutnego minimum ale smak jest tak intensywny i głęboki, jakbyśmy nie wiem ile przypraw i innych ingrediencji dodali, a także jak długo w tej potrawie dłubali.
Uwielbiam takie szybkie potrawy.
Sałatka z ogórków jest uproszczoną wariacją na temat greckich tzatzików.


Pstrąg łososiowy w sezamie i sałatka z ogórków (4 porcje)

Ryba
- ok. 500g filetu pstrąga łososiowego
- garść sezamu
- sól pieprz

Sałatka z ogórków
- 1 długi ogórek
- 2 łyżki śmietany 
- 1 ząbek czosnku
- sól, pieprz

Pstrąga dzielimy na 4 porcje, doprawiamy i obtaczamy w ziarnach sezamu. Rozgrzewamy patelnię i smażymy z każdej strony na złoty kolor. Ogórka ścieramy na tarce, odsączamy z nadmiaru wody. Wyciskamy do niego czosnek, doprawiamy solą i pieprzem. Sól sprawi, że ogórek puści jeszcze trochę wody, więc ją odlewamy. Dodajemy śmietanę i mieszamy.

Smacznego!

ŁG: 0,8
Węglowodany : 3g
********

I always keep the fish in the freezer. Although I honestly dont' know why, beacause one day after putting it into freezer I have to take it out and defrost it. Maybe it's a sign, that I need to go to the sea and taste some iodine.
Todays recipe is so easy that even child could do it. List of the ingredients is reduced to a minimum, but the taste is so intense and very deep. 
I love such quick cuisine. 
Cucamber salad is a variation on greek tzatziki

 Salmon trout in sesame with cucamber salad (4 portions)

The Fish
- 500g of salmon trout fillet
- sesame seeds 
- salt, pepper

Cucamber salad
- 1 cucamber (long)
- 1 garlic clove
- 2 tbsp of creme fraiche
- salt, pepper

We have to portion our trout into four pieces, season it and cout it with sesame seeds. Preheat the pan and fry it on every side until it's golden. We grate the cucamber and pour out the water from it. Season with minced garlic, salt and pepper. After adding a salt, the cucamber will give you more water. If so, you can also puor it out. Add creme fraiche. Serve the trout hot and cucamber salad cool. 

Bon apetite!

GL: 0,8
Carbs: 3g

sobota, 30 sierpnia 2014

Śniadaniowa fritatta / Breakfast frittata



Długo mnie nie było. Najpierw ze względów zdrowotnych, potem z braku czasu. Jednakże moje zainteresowanie kuchnią wcale przez to nie zmalało.

Nie wiem jak u Was, ale ja zawsze miałam problem ze śniadaniami. Mając do wyboru dłuższy sen a posiłek, zazwyczaj wybierałam to pierwsze plus kawa plus papieros. Tak, wiem, obie używki są be, ale tak, jak w przypadku kawy, piję ją bo mam niskie ciśnienie, tak w przypadku papierosów - palę, bo lubię i już.
Ostatnio jednak stwierdziłam, że wcale nie jestem młodsza i wypadałoby chociaż na "starość" odrobinę zmądrzeć. Dlatego przedstawiam Wam moje dzisiejsze śniadanie: frittatę z pieczarkami i cukinią







Frittata z pieczarkami i cukinią (2 porcje)

- 6 jajek
- 2 duże pieczarki
- 1 mała cebula
- 1 mała cukinia
- sól, pieprz, szczypta gałki muszkatołowej
- łyżeczka masła klarowanego

Nastawiamy piekarnik na 220 st.C. Rozpuszczamy masło w garnku - na tym będziemy smażyć niejajeczne składniki. Cebulę obieramy i kroimy w kostkę, szklimy na maśle. Pieczarki kroimy w plastry i dorzucamy do garnka. To samo robimy z cukinią. Doprawiamy do smaku solą pieprzem i gałką muszkatołową. Przerzucamy do foremki do zapiekania. Jajka rozbełtujemy w misce, doprawiamy solą i pieprzem. Zalewamy pieczarki i cukinię masą jajeczną. Pieczemy około 25 minut, aż fritatta będzie z wierzchu chrupka i złota.

Smacznego

ŁG - 1,2
Węglowodany - 6 g


*******



Long time no see. First - because of medical problems, then - lack of time. But my cuisine preoccupation isn't lesser than it was before.

I don't know how about you, but I've always had a problem with my breakfasts. Having an alternative of longer sleep or to eat properly, I always chose the first one plus coffee and cigarette. I know it's bad, but I have to drink coffee because of my low pressure and cigarettes - I like smoking. Just like that.
But lately , I've noticed that I'm not getting younger, so I've decided that I should be a little bit smarter. Just a tiny bit. That why I present my today's breakfast - zucchini, mushrooms frittata.



Zucchini and mushrooms frittata

- 6 eggs
- 2 large mushrooms
-1 small onion
-1 small zucchini
- salt, pepper, pinch of nutmeg
- 1 teaspoon of clarified butter

Preheat oven to 220 C degrees. Chop onion into cubes and cook it in a pan until it looks glassy. Slice mushrooms an zucchini. Add them to a pan. Season the mixture. Put it in a casserole dish. Stir eggs in a bowl. Season it then pour them to the rest of the mixture
Bake it about 25 minutes until its golden and crispy.

GL - 1,2
Carbs - 6g


P.S. My english is a little bit rusty, but I will appreciate any advice/critics I can get.

czwartek, 15 maja 2014

Ostra zupa krewetkowa


Berlin. Rok 1997. W kieszeni zostało coś około 15 marek niemieckich (tak, kiedyś coś takiego było). Jak u wszystkich zresztą. Kanapka kosztuje 7,5 marki, papierosy 10. I jak tu kupić jedno i drugie? Oczywiście do spółki z kolegą. Jak nie trudno zgadnąć, na pierwszy rzut poszedł automat z fajkami. Dopiero potem żarcie. Spośród wszystkich rodzajów tych jakże zacnych dzieł z kajzerek przełożonych różnymi specyfikami były także te z krewetkami. Ponieważ nigdy wcześniej ich nie jadłam, a zawsze chciałam spróbować, tylko nie miałam odwagi (jakoś nie podchodził mi widok pędraków), z pewną dozą nieśmiałości zdecydowałam się właśnie na nie. Inna sprawa, że miałam dość wurstów. Kanapkę tę zjadłam nie widząc zawartości. I całe szczęście, że jej nie widziałam, bo pewnie bym stchórzyła i do końca dnia następnego chodziła o pustym żołądku (ale szlugi być musiały ;) ). I od tamtej pory wiem, że to jest coś, bez czego od czasu do czasu nie mogę się obejść. A że ostatnio mam fazę na wszystko co z morza, to nie mogło zabraknąć i tych małych robaczków.

Pikantna zupa krewetkowa

- 1 cebula czerwona
- 1 ząbek czosnku
- ok 2 cm imbiru
- 1 papryczka chili
- 1,5 łyżeczki żółtej pasty curry
- 1 puszka pomidorów
- 1 mała puszka mleka kokosowego (165 ml)
- 150 ml wody
- 400g krewetek
- sól
- kolendra bądź pietruszka do przybrania

Cebulę, czosnek, chili i imbir siekamy i do gara z rozgrzanym tłuszczem ( u mnie to było klarowane masło). Dodajemy pastę curry i mleko kokosowe. Pomidory kroimy w kostkę (lub coś koło tego) i ziu do kotła. Gotujemy około 10 minut. Dodajemy wodę, krewetki, solimy i czekamy aż krewetki się ugotują. Podajemy udekorowane pietruszką bądź kolendrą.

Smacznego!

Węglowodany: 3g
ŁG: 0,9

wtorek, 6 maja 2014

Dialog sklepowy i sałatka z pstrąga z mango






Dialog zasłyszany w Lidlu (pisany fonetycznie):

Kobieta w sile wieku (60+) do mężczyzny na oko równolatka:
- Weź jeszcze tego mangosa.
- Co to tegomangosa?
- To to co leży na górze i kolorem przypomina japko. 

Tegomangosa wzięłam i ja z zamiarem raczej podarowania mojej rodzicielce, która po raz pierwszy ten owoc próbowała jakiś tydzień temu. I strasznie jej posmakował. Po kilku minutach cofnęłam się po drugiego, dzierżąc w dłoni pstrągasa. Ostatnio mam fazę na łączenie egzotycznych owoców z rybami i owocami morza. Zastanawia mnie co to może oznaczać. Kolejnego aliena się nie spodziewam, wyniki krwi mam dobre... Może to jakaś zawoalowana sugestia mojego cielska, że chce się udać gdzieś gdzie jest ciepło? Hmmm trzeba to przemyśleć.
Najpierw wyszedł mi:


Dressing z mango

- 1 jajko
- ok. 150-200 ml oleju roślinnego
- 1/2 mango
- 1 i 1/2 łyżeczki octu winnego białego
- 1 ząbek czosnku
- sól, pieprz

Jajko gotujemy dokładnie 3 minuty, obieramy ze skorupki i miksujemy z mango i czosnkiem. Doprawiamy solą i pieprzem. Dolewamy octu i kropla, po kropli dodajemy olej do naszej mikstury, cały czas  mieszając. Przestajemy aż sos zacznie gęstnieć.

ŁG: 0,3

Domowy Wyrób



Gdy tak myślałam coby tu jeszcze spsocić, zaczął się do mnie uśmiechać pstrąg. I nieważne, że był to tylko jego płat, ale mówił "no weź mnie zrób, tak do sałatki, ty wiesz jak". No i jak tu odmówić odmiennemu gatunkowi? Wzięłam i zrobiłam, żeby wziąć do pracy.


Sałatkę z pstrąga z mango na liściach szpinaku:

- filet z pstrąga (ok.250g)
- 1 mandarynka
- 1 ząbek czosnku
- dwie garście młodego szpinaku (wersja mini jest wygodna)
- 1 suszona bądź świeża papryczka chilli
- 1 łyżeczka oleju arganowego
- 1 ząbek czosnku
- 1/2 mango
- dressing z mango
- garść migdałów 
- garść słonecznika

Rybolca kroimy na małe kawałki i przekładamy do miski. Chilli kroimy, czosnek przepuszczamy przez praskę, z mandarynki wyciskamy sok i dorzucamy do naczynia. Pstrąg musi posiedzieć w tej marynacie jakąś godzinę. Następnie opróżniamy zawartość miski na patelnię i smażymy do miękkości (jakieś 5-7 minut). Układamy szpinak, na nim pokrojone w kostkę mango, rybkę. Polewamy dressingiem i posypujemy uprażonymi na suchej patelni migdałami i słonecznikiem.


ŁG : 0,4
Smacznego!

wtorek, 22 kwietnia 2014

Wytrawne pain perdu, czyli co zrobić z niezbyt świeżym chlebem.


Na fali bycia ekologicznym mówi się o tym, że marnujemy jedzenie. W moim domu nie da się nic zmarnować, bo... jestem mało zorganizowana.  Polega to na tym, że często kupuję za dużo pieczywa, które zazwyczaj się zeschnie. Za Chiny Ludowe nie udało mi się zmusić do tego by kupować go w odpowiedniej ilości. Wypracowałam więc zgoła inny sposób, który praktykowany był jeszcze przez moje prababcie. Z francuska zwane pain perdu, w rejonach mazowsza - chleb w jajku, a w naszym domu: pierdu pierdu lub popierdółka. Nie będę rozpisywała przepisu, bo jest tak banalny, że aż głupio. Należy rozbełtać surowe jajko w mleku i zamoczyć kromki pieczywa, a następnie smażyć na złoty kolor. Oczywiście smaży się naprawdę szybko. Mój dzisiejszy podwieczorek obejmował 3 kromki takiego przysmaku z żółtym serem, a do tego szklanka mleka.

O właśnie. Cóż to jest za mleko. Bo nie jest to taki zwyczajny płyn, jaki można kupić w sklepie. Czemu? Bo poza filtracją i schłodzeniem nie przechodzi przez żadną, absolutnie żadną obróbkę. Zapewne pomyślicie, że musiałam udać się na wieś do zaprzyjaźnionego chłopa, ale... no właśnie nie! Otóż ostatnio je odkryłam w samym środku kilkumilionowego miasta (no dobra, nie w środku, tylko w sypialni Warszawy). Wyobraźcie sobie, że w kilku miejscach na Ursynowie stoją mlekomaty. Są to automaty, w których można zanabyć przepyszne, świeże krówkowe mleczko prosto od chłopa! I to nie spotykając tego chłopa! Brzmi jak reklama porno, ale co tam ;)

Tak wygląda mlekomat.
Pełną ich listę znajdziecie TUTAJ.

W takim automacie można mieć zakupić butelkę wielokrotnego użytku (litrowa, plastikowa kosztuje 2 zł, szklana 4zł), wkłada się ją w miejsce, gdzie widać czerwoną strzałkę, wrzuca 4 bądź 2 zł (w zależności czy chcemy litr czy pół litra białej ambrozji) i viola.Możemy się cieszyć zdrowym i pysznym napojem, które z łatwością możemy przerobić chociażby na zsiadłe (kartonowego się nie da).

I jeszcze jedno: gdy pierwszy raz przyniosłam litr tego mleka do domu, zniknęło w przeciągu 15 minut, a amatorów odganiałam ze strachu, że rozbolą ich brzuchy. Moje zdziwienie było wielkie (ale i radość), gdy nie dość, że boleści nie było, to jeszcze znacznie lepiej się czuli niż po specjalnych mieszankach z obniżoną zawartością laktozy (istniało podejrzenie uczulenia na nią). 

sobota, 12 kwietnia 2014

Dieta oparta na niskim indeksie glikemicznym i domowy majonez dla diabetyków




 Od wielu lat pokutuje w nas przekonanie, że powinniśmy dostarczać taką, a nie inną ilość kalorii do organizmu i wystarczy ograniczyć ich ilość do tego by schudnąć. Przekonanie jest o tyle błędne, że w rezultacie możemy doprowadzić do przytycia lub niedożywienia. Dlaczego? Bo kaloria, kalorii nie jest bynajmniej równa. Przykładem mogą być wszelkie produkty light. Co z tego, że mają obniżoną zawartość tłuszczu, gdy tak naprawdę zwiększona ilość tzw. szybkich węglowodanów, w tym cukru, sprawia, że tyłki rosną. I mimo, że społeczeństwo na całym świecie spożywa coraz mniej tłuszczów, to jest coraz bardziej otyłe, prawda? Poza tym, na lekcjach biologii w starym systemie edukacji (nie widzę, że byłoby to uskuteczniane teraz), podkreślano jaką ważną rolę odgrywa tłuszcz, szczególnie zwierzęcy. To dzięki niemu możemy dostarczyć odpowiednią ilość witamin do organizmu, ponieważ większość z nich właśnie w tym tłuszczu się rozpuszcza. Także, kochani, to nie tędy droga.

Dobrze, wróćmy do IG. Wyobraźcie sobie, bądź przeprowadźcie eksperyment. Zjedzcie batonik i poobserwujcie siebie. W pierwszych kilku momentach będziecie weselsi, wręcz ożywieni. A potem... Potem następuje wyrzut insuliny do krwi i poziom cukru gwałtownie się obniża. Taka huśtawka sprawia, że mamy za chwilę ochotę na coś jeszcze. Najlepiej słodkiego, prawda? I co z tego, że wiemy, że zbyt wysoki poziom cukru we krwi jest zabójczy, kiedy tak po nim fajnie się czujemy? Niestety po jakimś czasu takiego odżywiania robimy się coraz bardziej ospali, wypruci z wszelkiej energii. Uzależniamy się od dużej ilości cukru, stąd właśnie te napady na słodkie, które my kobiety nazywamy napięciem przedmiesiączkowym ;). Kolejnym negatywnym aspektem jest stawanie się przez nasze komórki niewrażliwymi na insulinę. Łatwo to sobie uzmysłowić na obrazku naskórka na dłoniach osób pracujących fizycznie. Z wiekiem jest coraz grubsza, twardsza i ciężko ją przebić. Teraz wyobraźcie sobie, że ta dłoń to pojedyncze komórki receptorów. Im dłużej i mocniej są atakowane przez insulinę, tym bardziej stają się one na nią odporne. No i po trzecie, insulina przyczynia się do spowolnienia spalania tłuszczu, a co za tym idzie, zaczyna się on odkładać tu i ówdzie.
Biorąc pod uwagę trzy grupy produktów: białka, tłuszcze i węglowodany, te pierwsze mają naprawdę minimalny wpływ na poziom cukru we krwi, te drugie absolutnie żadnego, a ostatnie największy. Dlatego tak ważne jest byśmy wybierali produkty o niskim indeksie glikemicznym, czyli patrzymy na ich jakość, a nie ilość. Produkty o wysokim IG zostają natychmiast rozłożone i powodują gwałtowny skok najpierw glukozy, a potem insuliny we krwi. Takimi przykładowymi węglowodanami z wysokim IG są np ziemniaki w każdej postaci, oczywiście nasz zwykły cukier zwany sacharozą, biały ryż i pieczywo).

Co zrobić, by zacząć odżywiać się i żyć zgodnie z tym modelem żywieniowym? Chcecie wiedzieć więcej? Zostawcie komentarz, bo to od Was zależy czy pojawią się kolejne notki o IG i ŁG.


A teraz, żeby nie być gołosłowną:


Domowy majonez z czosnkiem

- 2 żółtka
- 1 łyżeczka musztardy dijon
- 2 łyżeczki octu jabłkowego
- sól i biały pieprz
- 200 ml oleju z pestek winogron
- 1 ząbek czosnku

Żółtka ubijamy wraz z musztardą, przeciśniętym przez praskę czosnkiem, solą i pieprzem na najniższych obrotach do połączenia się składników. Nie przerywając miksowania, dodajemy delikatnie olej (dosłownie po większej kropli). Gdy majonez zacznie gęstnieć, dodajemy ocet i możemy przyspieszyć dodawanie oleju do cienkiego strumienia. Gotowy majonez przekładamy do słoiczka/ów.
 Oczywiście zamiast czosnku możemy np. dodać chilli lub nie dodawać go wcale.
Smacznego!

Węglowodany: 0g
ŁG 0

Domowy Wyrób

wtorek, 8 kwietnia 2014

Piękny dzień na ogródku i dietetyczna szarlotka


 

Dzisiaj był piękny dzień. Aż pachniało wiosną. Można było usiąść na tarasie w krótkim rękawku i po prostu cieszyć się aurą. Wprawdzie porządków w ogródku jeszcze nie zdążyłam zrobić, ale i tak miło było zasiąść przy kawie i szarlotce, którą małe zręczne paluszki pomagały przygotować. Oczywiście samo ciacho zdecydowanie dietetyczne, dobre dla osób, które stosują żywienie w oparciu o indeks glikemiczny. Dzięki zastosowaniu mąki gryczanej oraz fruktozy, udało się zbić ten indeks naprawdę mocno.

Dietetyczna szarlotka
(przepis na 4 porcje)


 Mus jabłeczny
- 3 jabłka
- 1/4 łyżeczki cynamonu
- 1/2 łyżki fruktozy

Ciasto
- 3/4 szklanki mąki gryczanej
- 1 żółtko
- 1/4 szklanki fruktozy
- 20-30g zimnego masła
- szczypta soli

Mąkę przesiać do miski, dodać żółtko, fruktozę i szczyptę soli. Masło pokroić w kostkę i dokładnie wymieszać z zawartością naczynia. Uformować kulkę i wstawić na pół godziny do zamrażalnika.
Jabłka obrać, usunąć gniazda nasienne i pokroić w kostkę. Wrzucić do garnka. Dodać fruktozę i cynamon. Dusić pod przykryciem. Najlepiej żyłką ;).
W międzyczasie rozgrzać piekarnik do 180 st. C. Ciasto podzielić na dwie części (70:30%). Większą połowę ;) wyłożyć na spód foremki, na to ułożyć uduszone jabłka i dopiero na wierzch układać resztę ciasta. Można rwać palcami i wykonywać abstrakcyjne arcydzieła. Piec około 20 minut. Udekorować bitą śmietaną i zażerać.

Smacznego!

niedziela, 9 marca 2014

Masło migdałowe


Ostatnio w pracy rozmawiałam na temat masła orzechowego. Podobno ktoś kiedyś widział takowe bez żadnych ulepszaczy i to do kupienia. Przy czym nie było to masło z orzechów ziemnych, tylko wszelakiej maści. Od nerkowców po słonecznika i wszystko w jednym słoiku. Niestety poszukiwania spełzły na niczym. Jednakowoż myśl o maśle jakoś się w moim łbie zagnieździła i co jakiś czas powracała. Niedawno, przeglądając szafki, natrafiłam na migdały. Oczywiście najpierw kilka wpakowałam sobie do ust, bo jednak co mandle, to mandle. Na początku pomyślałam, że może by tak machnąć marcepanik. Aczkolwiek znając mnie, to po 5 minutach by już go nie było to raz, a dwa, że w domu procentów brak. No niedoczekanie moje. Zemdli mnie chyba od procesowania myślowego. Dlatego idea o maśle wypłynęła dość szybko i zawładnęła mną. A wykonanie jest banalnie proste



Masło migdałowe

- 200g migdałów
- szczypta soli morskiej

Migdały wykładamy na blachę  i prażymy w temperaturze 180 st C przez 10 minut. Staną się wtedy kruche i nie zarżną nam miksera/blendera. Następnie wrzucamy do miski i mielimy. Może to potrwać nawet kilkanaście minut. Dosalamy solą morską i już. Alles. Prawda, że proste? Żeby nie powiedzieć "prostackie".

Smacznego!





Domowy Wyrób

środa, 5 marca 2014

W poszukiwaniu wiosny, czyli placki z cukinii i pora



Wczoraj miałam napad. Ale nie taki zwyczajny napad z bronią w ręku, tylko napad na wiosnę. Owoż ustrojstwo charakteryzuje się tym, że wypatruje się wszelakich oznak wiosny jako takiej. I ponieważ wszędzie już od kilku tygodni słychać śpiewy ptaków, a przebiśniegi to nie wytwór wyobraźni jakiegoś botanika (istnieją, a jakże, można je znaleźć już w Bieszczadach), to pąków na warszawskich drzewach nie uświadczyłam.
Dla zainteresowanych: przebiśnieg wygląda tak




 Dlatego też, szukałam owej zieleni wszędzie. I kiedy w sklepie zauważyłam cukinię, to stwierdziłam, hurrra, wiosna ;) Cukinia, sama będąc zielona, potrzebowała jeszcze zieleni (czego się nie robi mając fioła na jakimś punkcie), więc w koszyku wylądował jeszcze por i tak powstały:

Placki z cukinii i pora

- 1 dość spora cukinia
- 1 mały/ pół dużego pora
- pół szklanki mąki żytniej razowej
- 2 jajka
- ząbek czosnku
- łyżeczka soli
- szczypta chilli


Uzbrajamy się w cierpliwość, wprawiamy rękę w ruch wahadłowy i ścieramy cukinię na grubych oczkach tarki. Już? To teraz kroimy pora na jak najmniejsze kawałki. Nuda, nie? To teraz wrzucamy wszystko do miski. Oprócz czosnku, bo nad tym się najpierw trzeba poznęcać i przecisnąć go przez praskę. Ale po wymyślnych torturach dorzucamy i jego. Wszystko miąchamy. I smażymy na patelni skąpanej w gorącym oleju (dokładnie na takim samym, jak używamy do smażenia placków ziemniaczanych. Gotowe placki odsączmy na ręcznikach papierowych.


Smacznego!

czwartek, 27 lutego 2014

Solony karmel, czyli najlepszy dodatek do wszystkiego ;)


Kilkanaście/siąt lat temu uważałam, że zrobić karmel, to jest wyższa szkoła jazdy. Tak o tym opowiadały wszelkie gospodynie domowe. Dzisiaj podejrzewam, że mówiły tak dlatego, że gorący karmel ma temperaturę znacznie wyższą niż wrząca woda i do tego szybko zasycha, co jest po prostu niebezpieczne. Tak, więc nasze matki znalazły sposób, aby ostudzić nasze cukiernicze zapędy. Chyba...
Dzisiaj uważam, że dobry karmel nie jest zły, a wręcz jest czymś niezastąpionym. Szczególnie solony karmel jest moją miłością największą. Sól w końcu wydobywa jego słodycz. Właśnie dlatego zawsze jej szczyptę wrzucamy do ciasta.

Jak Wam dobrze wiadomo, ostatnimi czasy przewartościowuję swoją dietę, wykluczając z niej wysoki indeks glikemiczny, dlatego też karmel tworzony przeze mnie, jest robiony z fruktozy.  A więc.... (pani polonistka właśnie się zgorszyła) przystępujemy do dzieła.



Solony karmel

- pół szklanki fruktozy
- 2 łyżki wody
- 50 g masła klarowanego
- 50 g śmietanki
- szczypta soli morskiej


  W rondlu o grubym dnie mieszamy fruktozę z wodą i podgrzewamy. Nie mieszamy aż do momentu, gdy mikstura zacznie brązowieć. Już teraz czuć zapach karmelu. Mała dygresja, karmel robiony z fruktozy brązowieje odrobinę dłużej niż ten z cukru kryształu. Dodajemy masło, które mocno spieni całość. Gdy już się rozpuści powoli dodajemy śmietankę ostro mieszając. Na koniec dodajemy szczyptę soli przepuszczoną przez młynek voila!

Smacznego!

P.S.1 Jemy, gdy troszkę przestygnie, gdyż ryzykujemy potwornymi poparzeniami. Ale czego się nie poświęci, jak się człek doczekać nie może? ;)
P.S.2 Masło należy być klarowane, inaczej białko, które się zetnie, po prostu się spali i karmel nie będzie już taki dobry.

Domowy Wyrób

czwartek, 30 września 2010

Powrót i tarta bezmączna z kurczakiem i kurkami

Trochę mnie nie było, ale było to spowodowane przejściowymi problemami.
Ale nic to, ponieważ od jakiegoś tygodnia jesteśmy na diecie dr Dukana, więc teraz ten blog zdominują potrawy czysto podchodzące pod tę dietę. Nie znaczy to oczywiście, że niemożna ich modyfikować i przekształcać w piękne i smaczne obiady dla całej rodziny. W praktyce, do każdej sztuki mięsa na przykład można dodać ziemniaki, ryż bądź makaron. Można dodawać także różnorakie warzywa.
Dzisiaj w menu:


Tarta bezmączna z kurczakiem i kurkami
- 4 jajka
- 1 duże opakowanie serka mielonego
- łyżka skrobii/mąki kukurydzianej
- łyżka ziół prowansalskich
- sól, pierz
- 1pierś kurczaka
- 2 garści kurek
- 1 szalotka

Cebulę i kurczaka pokroić w kostkę i podsmażyć na patelni razem z kurkami. Doprawić solą i pieprzem. Jajka wymieszać z serkiem i skrobią kukurydzianą. Doprawić solą, pieprzem i ziołami. Ciasto wymieszać z kurkami i kurczakiem, a następnie przelać do formy na tartę. Piec 45 minut w 180 stopniach.

Smacznego!

P.S. Wybaczcie mało artystyczne zdjęcia, ale po primo: robiłam idiokamerą, secundo: spieszyłam si, bo rzuciło się na mnie stado wygłodniałych wilków ;)